Brutalny, lecz na swój sposób zmysłowy. Na pierwszy rzut oka surowy, ale im dalej, tym coraz bardziej wyrafinowany. Bez wątpienia mroczny i niejednoznaczny. Takich określeń w stosunku do nowego filmu francuskiej reżyserki Claire Denis formułować można bez liku. Bo powiedzieć o „Bastards”, że to jedynie thriller zemsty, to tak jakby nic nie powiedzieć.
Dokonać jej ma Marco, który porzuca życie na morzu i przybywa do Paryża, by stawić czoła rodzinnej tragedii. Jego szwagier popełnił bowiem samobójstwo, a w opłakanym stanie znajduje się córka nieboszczyka. Wydarzenia te owiane są tajemnicą, a odrobinę światła rzuca na nie siostra bohatera, Sandra. Wskazuje winnego, w osobie miejscowego biznesmena Edouarda Laporte’a. Atmosfera robi się coraz gęstsza z chwilą, gdy Marco zajmuje apartament obok tego, który zamieszkuje partnerka Laporte’a z jego jedynym potomkiem. Między bohaterem a Raphaëlle rodzi się więź. Ale jak przystało na dobre kino neo-noir, nic nie jest takie, jakim się wydaje.