Późnym wieczorem w sypialni wiejskiej chaty gospodarze układają się do snu. Spokój zakłóca krewniak Janek, dobijający się do okna i obwieszczający wujostwu, że na ich polu wylądowało UFO. Każe wstawać, ubierać się i być w gotowości na spotkanie z przybyszami z kosmosu. Do powitalnego komitetu dołączają kolejni mieszkańcy – sąsiad, sklepowa i ekscentryczny włóczykij o niejasnym pochodzeniu. Chałupa Wrońskich na tę jedną noc zamienia się w alegorię całej polskiej wsi (a może i kraju czy nawet całego świata) szykującej się na pierwszy kontakt z Obcymi – w praktyce: siedząc i czekając.