Cała reszta to szum. Wiolonczela, klaksony i szczekanie psów. Jedno mieszkanie, trzy kobiety na różnych etapach życia, wywiad, który nie całkiem idzie zgodnie z planem, męskie ego i… szum. To główne składniki, z którychmeksykański reżyser Nicolás Pereda buduje swój film.
Hałas jako bohater. Tytułowy szum rodzi się z ulicznych hałasów, odgłosów sąsiedzkich rozmów, trąbienia klaksonów, szczekania psów i próbujących się przebić przez to natarczywe tło dźwięków wiolonczeli. Sound design jest w filmie Peredy tak istotny, że został wręcz nazwany jednym z protagonistów. Ale hałas, z którym muszą sobie radzić bohaterki Cała reszta to szum, ma także znaczenie metaforyczne – tworzą go, według samego reżysera, oczekiwania i presja społeczna. Kpina z artystycznej bufonady
Mieszkanie, w którym rozgrywa się akcja, należy do Tere – kompozytorki i
wiolonczelistki. Tere użycza swojego lokum przyjaciółce, Rozie – także kompozytorce – która ma udzielić pierwszego telewizyjnego wywiadu. Wywiadu, który od początku napotka na przeszkody, nie tylko w postaci hałasów – pojawią się przerwy w dostawie prądu, a do rozmowy dołączy także córka Tere – Louisa. Matka i córka są błyskotliwe, ironiczne i bez litości przekłuwają balon artystycznego zadęcia – bo Cała reszta to szum jest także komedią o świecie sztuki, jego hipokryzji i panujących w nim seksistowskich stereotypach. Instytucjonalny język sztuki reprezentują u Peredy mężczyźni: wywiad, autorytet, wielkie nazwiska, status. Kobiety mają muzykę, ale też codzienność – dzieci, mieszkanie, sąsiadów, prąd, psy, rozmowy i zwykłe życie.
-