Billy jest kampusowym popychadłem, a jego fryzura tylko pogarsza sprawę. Kumple zabierają go więc do Micka, podobno najlepszego fryzjera w galaktyce. Ten ekscentryk w bandanie wygląda jak Steven Tyler po mocnym wirowaniu, kocha stare kino i marzy o wielkiej miłości. Jest też psychopatą, przez którego zwykła wizyta na fotelu fryzjerskim zamienia się w koszmar. „Fatalne cięcie” płynnie przechodzi od studenckiej komedii przez spotkanie z rozbrajająco osobliwym fryzjerem do thrillera, od którego pot spływa po plecach. Czarny humor i narastający strach idą tu w parze, a fenomenalny Frankie Ray w roli Micka sprawia, że trudno oderwać wzrok od człowieka, przed którym należałoby uciekać.