Jest czerwiec 1816 roku. W wynajętej willi zamknięci przez pogodę Lord Byron, Percy Bysshe Shelley, Mary Godwin, Claire Clairmont i doktor John Polidori rzucili sobie wyzwanie: każde z nich miało napisać opowieść o duchach. Dzięki jednej nocy powstały FRANKENSTEIN i WAMPIR – dwa teksty, na których stoi całe nowoczesne kino grozy. GOTYK Kena Russella opowiada właśnie o niej.
Nie jest to jednak film kostiumowy. Russell nie próbuje zrekonstruować historycznego wieczoru, tylko inscenizuje go jako zbiorowego bad tripa. Towarzystwo najpierw czyta niemieckie opowieści o duchach, potem urządza seans spirytystyczny, a następnie wspomaga się laudanum i zaczyna kolejno konfrontować z tym, czego każde z nich boi się najbardziej. Wraz z postępem nocy coraz trudniej orzec, czy w willi jest z nimi coś jeszcze, czy po prostu pięcioro romantyków wywołało własne demony i nie ma pojęcia, jak je odesłać.
Ken Russell, największy ekscentryk brytyjskiego kina i autor DIABŁÓW oraz ODMIENNYCH STANÓW ŚWIADOMOŚCI, chodził wokół tego tematu przez dekadę. Gdy wreszcie dostał dwa miliony funtów budżetu, nakręcił film w posiadłości w Hertfordshire udającej szwajcarską willę i puścił wodze fantazji: ze scenariusza Stephena Volka wyciął prolog i epilog i dorzucił mechanicznego manekina. A do współpracy zaprosił Gabriela Byrne’a, Juliana Sandsa, Tomothy’ego Spalla i Natashę Richardson.
Jeśli dodamy do tego syntezatorową muzykę, otrzymamy coś, co można nazwać filmowym odpowiednikiem majaków po absyncie. Krytycy GOTYKU nienawidzili, ale dla fanów odważnych dziwactw jest to film kultowy.