Alice Diop należy do wąskiego grona twórców, którzy w fascynujący sposób potrafią portretować coś pozornie bardzo nieatrakcyjnego dla filmowca – instytucje. Tak jak Frederick Wiseman czy Raymond Depardon, w intymnych sytuacjach dostrzega doświadczenia zbiorowe i odwrotnie – z tego, co kolektywne, umie wysupłać ziarenko indywidualnych, niepowtarzalnych przeżyć. Nie inaczej dzieje się w trzymającym w napięciu, a nawet mrożącym krew w żyłach dokumencie W pogotowiu. To opowieść o publicznej przychodni w Bobigny na przedmieściach Paryża, gdzie bezpłatną pomoc otrzymują uchodźcy, osoby bezdomne i bez środków do życia, imigranci, ludzie bez papierów. To osoby w kryzysie, z fizycznymi ranami i psychicznymi traumami, niejednokrotnie ofiary prześladowań. Jesteśmy świadkami codziennej, mozolnej walki doktora Geeraerta o życie pacjentów. Jednocześnie jego obskurny gabinet niepostrzeżenie staje się metaforą chorego systemu, który zamiast pomagać potrzebującym, stara się ich wykluczyć i zepchnąć w niewidzialność.
[Małgorzata Sadowska]