Zero

2024 | USA | horror | 88 min
7.0/10
Zero
Jean Luc Herbulot
Jean Luc Herbulot
Hus Miller

Opis filmu

Dwóch Amerykanów budzi się w Senegalu z bombami przytwierdzonymi do pasa. Jeden z nich jest lewym finansistą, drugi – obłym, wiecznie wkurzonym typem w przepoconym dresie. W innych okolicznościach na pewno by się nie zakumplowali, teraz sprzymierzają się przeciw głosowi w słuchawkach. Mają niespełna dziesięć godzin na to, by ukończyć pięć misji. Niech nawet nie myślą o szukaniu pomocy, bo od razu wybuchną. Jeśli będą posłuszni, przy pomyślnych wiatrach może nie eksplodują. Zaczyna się dzika jazda przez senegalskie ulice i kino gatunkowe z całego świata. „Zero” to film, od którego można dostać zadyszki. Akcja nie hamuje tu nawet na chwilę, ale tego można było spodziewać się po produkcji Jeana Luca Herbulota, kongijskiego filmowca, którego znakomite, zamoczone w tarantinowskim sosie „Saloum” pokazywaliśmy na Splat!FilmFest w 2022 roku. Wtedy reżyser zaserwował widowni opowieść o postkolonializmie i dzieciach-żołnierzach, w „Zero” skupia się na terroryzmie. Dialogi są napisane po mistrzowsku, a Herbulot ma już swój styl, który widać tu w każdej klatce. Reżyser podkreśla w wywiadach, że najwięcej o kraju mówi pochodzące z niego kino gatunkowe. Kocha dzieła Leone, koreańskie filmy akcji, a w „Zero” widać też wyraźne wpływy kina amerykańskiego i brytyjskiego. „Ucieczka z Nowego Jorku”, „Telefon”, w którym głosem ciarki wywoływał Kiefer Sutherland, filmy Guya Ritchiego, „Adrenalina” z Jasonem Stathamem… wymieniać filmowe inspiracje kryjące się w „Zero” można długo. Ale podobnie jak bohaterowie filmu nie mamy zbyt wiele czasu.
 
 
do góry ▲