W swoim drugim filmie Whit Stillman wybiera się na gościnne występy do Europy. Życie jego bohaterów niespecjalnie odbiega od wzorca wypracowanego w debiutanckim Metropolitan. Młodzi Amerykanie wciąż miotają się między dyskotekami a eleganckimi przyjęciami, szukając emocjonalnej bliskości. Z dala od domu czują się jeszcze bardziej zagubieni. Zwłaszcza że w zbuntowanej Barcelonie końca lat 80. często obrywają za imperialną politykę swojej ojczyzny. Zimnowojenny chaos to jednak nic w porównaniu z bałaganem panującym w życiu osobistym bohaterów. Reżyser przygląda się ich uczuciowym rozterkom, nieporadnym flirtom i salonowym intrygom z subtelnością godną najpilniejszego ucznia Érica Rohmera. Przy okazji jest jeszcze dowcipniejszy od Francuza. Błyskotliwy scenariusz – jak zwykle u Stillmana – to podręcznik godnych zapamiętania bon motów w rodzaju: Goście są jak ryby. Po trzech dniach zaczynają śmierdzieć .