Paweł Ziemilski zabiera nas na zieloną wyspę, kojarzącą się z dobrobytem i miejscem emigracji wielu Polaków. Ale już pierwsza scena filmu przynosi obraz Irlandii, którego mało kto mógłby się spodziewać. Widzimy kilkunastoletnich chłopców pędzących na koniach i wyścigowych bryczkach po ulicach przedmieść Dublina. Następnie towarzyszymy im w "polowaniu" na bezpańskie konie żyjące na pobliskich łąkach i poznajemy codzienność miejskich kowboi. Okazuje się, że konie to nie tylko zabawa i sposób na zabicie wolnego czasu, ale też ucieczka od narkotyków i trudnych wspomnień, nadzieja na lepsze życie. Światełko w tunelu szarej codzienności bez perspektyw na robotniczych przedmieściach dotkniętych ekonomicznym kryzysem.