Czterech przyjaciół z Atlanty wyrusza na spływ dwiema kanadyjkami po ostatniej już nieuregulowanej, „dzikiej” rzece w Appalachach, zwącej się Cahulawasse. To dla nich ostatnia szansa, by przeżyć w jej nurtach emocjonujące weekendowe przygody, zanim przekreśli ją tama i hydroelektrownia w pobliskim Aintry. Mężczyźni nie zważają na przestrogi przed wyprawą i początkowo wydaje się, że mają rację: pierwszy etap ich podróży przebiega dość spokojnie. Z czasem jednak bezpośrednie obcowanie z żywiołem natury stanie się coraz bardziej niebezpieczne, a grozy przyda tej szaleńczej podróży konflikt śmiałków z napotkanymi po drodze, nie przebierającymi w środkach napastnikami. Wspaniały film Johna Boormana według powieści Jamesa Dickeya, polemiczny wobec hasła modnego wśród młodych kontestatorów z przełomu lat 60. i 70. XX w., nawołującego do powrotu do natury. „Patrzcie, czym się ten powrót do rzekomej idylli może skończyć” – zdaje się mówić Uwolnieniem Boorman, a pomaga mu w tym rewelacyjny kwartet aktorski oraz autor zdjęć Vilmos Zsigmond, który ukazując piękno przyrody, ale i grozę rzecznych rwących prądów, bystrzy, wodospadów itp., wspiął się na wyżyny artyzmu. Operatorem kamery był Bill Butler, przyszły autor zdjęć do Szczęk Stevena Spielberga.