Choć są cichymi bohaterami każdego filmu i bez nich nie miałyby one racji bytu, blask reflektorów ich omija, skupiając się raczej na reżyserze czy aktorskich gwiazdach. Tak jest na czerwonych dywanach podczas uroczystych premier, festiwalach filmowych czy rozdaniu nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej, gdzie kategoria „najlepszy reżyser castingu” konsekwentnie zostaje pomijana. W swoim dokumencie Tom Donahue przywołuje postać jednej z pionierek tego niedocenianego zawodu, jaką była Marion Dougherty. Jej filozofia pracy, której kwintesencją było dopasowywanie aktorów do roli wedle ich umiejętności oraz możliwości, a nie aparycji, jak miało to miejsce do tej pory, nieprzypadkowo zbiegło się w czasie z głębokimi przemianami w kinie amerykańskim.