Fascynujący obraz rewolucji w Libii, filmowany z samego środka wojennej zawieruchy. Kiedy w 2011 roku wybuchły walki, reżyser Nizam Najjar chciał zrobić coś dla swojej ojczyzny, którą dawno temu opuścił – zarejestrować nadciągające wielkie zmiany. W wyniku zbiegu okoliczności stał się oficjalnym kamerzystą jednej z samozwańczych milicji w Misracie. Towarzyszył kolegom z oddziału do końca wojny, a później do pierwszych demokratycznych wyborów.
W swoim filmie, jak na autora dziennika przystało, sam komentuje wydarzenia i nieraz dziwi się mentalności rodaków, których po latach mieszkania w Norwegii tak naprawdę już nie rozumie. Zdziwienie i podejrzliwość są zresztą obustronne i pogłębiają się po zakończeniu zbrojnej insurekcji. Dramaturgiczną oś filmu wyznacza trudna relacja reżysera i jego głównego bohatera – przywódcy milicji.
Nizam Najjar prowokuje watażkę pytaniami o islam, rolę kobiet i tradycję, ten z kolei krytykuje reżysera i z politowaniem wypowiada się o jego życiu w Norwegii. To zderzenie dwóch światów uświadamia, że jeśli nastąpi wyczekiwana demokratyzacja Libii, nie będzie ona przebiegać według znanych z Europy schematów.