Tytułowy Juan to zaradny mieszkaniec Hawany, który przeżył tyle, że zombie apokalipsa szalejąca na ulicach miasta nie robi na nim większego wrażenia. Zamiast uciekać w popłochu, postanawia wraz z grupą przyjaciół rozkręcić zombie-interes. Zakłada firmę eliminującą zarażonych członków rodziny na życzenie bliskich, którzy sami nie są w stanie pociągnąć za spust. Pomysł się sprawdza, a hasło „zabijamy waszych ukochanych” przyciąga coraz to nowych i bardziej grymaśnych klientów. Pierwszy film zombie zrealizowany na Kubie w znakomitych proporcjach łączy krwawą jatkę, żywiołowy humor i inteligentną satyrę społeczno-polityczną. Jest śmiesznie, jest też strasznie – jednak groza płynie tu głównie z siły metafory, celnie opisującej kubańską rzeczywistość. Bohaterowie żyją w kraju w którym ponad pół wieku komunistycznych rządów doprowadziło do zombifikacji obywateli, media konsekwentnie utrzymują że mordercze ataki potworów są sabotażem imperialistycznych sił Zachodu, a jednym z podstawowych narzędzi obrony przed z-apokalipsą jest butelka rumu. Taka ponura wizja nie przeszłaby przez kubańską cenzurę, gdyby nie usypiające działanie wyszczerbionego uśmiechu żywego trupa. (Grzegorz Kurek)