Wzestawie:
*Roar; reż. Noel Marshall, USA 1981, 94' „Żadne zwierzę nie ucierpiało przy powstawaniu tego filmu. Siedemdziesięciu członków ekipy tak!” Chociaż to hasło promocyjne może zawyżać liczbę poszkodowanych przez dzikie koty, nie ulega wątpliwości, że Roar to jeden z najbardziej niebezpiecznych filmów świata. Bez wątpienia też jeden z najbardziej szalonych. Tippi Hedren, ówczesna żona reżysera – kilkanaście lat wcześniej atakowana przez ptaki w słynnym filmie Hitchcocka – wraz ze swoją córką Melanie Griffith broni się przed lwami i tygrysami. Koty są częściowo udomowione, jednak trudno utrzymać harmonijne relacje cały czas. Film oscyluje między ekoutopią a animal attack horrorem, jest jednak czymś więcej niż kultową ciekawostką. Bez wątpienia zawiera największe stężenie dzikich kotów na metr taśmy filmowej.
*Długi weekend [Long Weekend], reż. Colin Eggleston, Australia 1978, 97' Australijski ekohorror z gatunku „turysto, szanuj zieleń”. Para mieszczuchów chce spędzić romantyczny weekend na odludnej dzikiej plaży. Gdy tylko docierają na miejsce, zaczynają bezwstydnie gwałcić i molestować dziewiczą przyrodę. Rzucają w nią śmieciami, gaszą na niej niedopałki, spryskują chemią na moskity. Przyroda znosi to cierpliwie, jednak do czasu...