Sławny raper Mercury Maxwell (w tej roli doskonały Freddie Gibbs, mistrz tego gatunku debiutujący na dużym ekranie) postanawia odpocząć od przemysłu muzycznego. Opuszcza Nowy Jork i przenosi się do rodzinnego miasteczka w Massachusetts, aby w odosobnieniu zebrać pomysły na kolejny album. A przy okazji pożyć „normalnie” – z dala od męczącego go blichtru i powierzchowności show-biznesowego świata. Ta przerwa pozwala mu odetchnąć. Muzyk coraz lepiej czuje się w tym zupełnie innym życiu, w którym odkrywa nowe przyjemności. Czerpie coraz większą radość z pracy w gospodarstwie – karmienia zwierząt, rąbania drewna i pomagania mieszkającemu po sąsiedzku farmerowi. Głównym bohaterem obok Maxwella jest tu amerykańska prowincja – spokojna i surowa. Podobnie jak w swoim wcześniejszym filmie (Bob i jego drzewa) reżyser przedstawia ją z ciepłem i czułością. Idąc drogą Kelly Reichardt, Diego Ongaro zanurza się w realizmie i tworzy humanistyczne kino pełne empatii oraz zwykłych, ludzkich historii.
[Magdalena Bartczak]