Znakomity reportaż Liz Mermin umiejętnie kontrastuje dwie twarze Azerbejdżanu. Z jednej strony prezydent Ilham Alijew chwali się światu nowoczesnym państwem zbudowanym na ropie, z drapaczami chmur i pięciogwiazdkowymi hotelami, a jego propagandyści nazywają Azerbejdżan orłem niosącym krajom islamu nowoczesność i demokrację. Z drugiej – za symbolicznym murem ciągnącym się wzdłuż drogi z lotniska w Baku ukrywa się biedę. Tłumi się też protesty przeciw władzy i skrzętnie tuszuje naruszenia praw człowieka w tej dziwnej demokracji od 20 lat pod rządami jednej rodziny. Obrazu dopełniają rządy oligarchów i powszechna korupcja. Kiedy w 2011 roku azerski duet wygrał konkurs Eurowizji, prezydent uznał to za okazję do wzmożonej promocji swojego kraju. Zgodnie z zasadami, następna edycja konkursu odbyła się w Azerbejdżanie. Europa przymknęła oczy na fakt, że w tym kraju zabija się niewygodnych dziennikarzy, dyskredytuje działaczy, inscenizując bójki lub podrzucając narkotyki, torturuje i orzeka długoletnie wyroki za krytykę władzy. Zaś pod budowę spektakularnych obiektów widowiskowych, w których świętowano Eurowizję – bezprawnie wywłaszcza się właścicieli gruntów.
Jedna z głównych bohaterek filmu, szykanowana przez władze dziennikarka, która stała się już symbolem niezależności wobec reżimu, Chadija Ismajłowa, będzie gościem tegorocznego festiwalu. (fg)