Znakomity, mało znany film Billy’ego Wildera, będący doskonałym połączeniem kina wojennego, kina przygodowego i komedii. Akcja rozgrywa się w 1942 roku w północnej Afryce, zajmowanej przez niemiecki korpus Afrika Korps Erwina Rommla. Główny bohater, kapral John Bramble, trafia półżywy do małego miasteczka Sidi Halfaya. Pech chce, że w hotelu, do którego trafia wyczerpany mężczyzna zjawiają się żołnierze niemieccy i włoscy – z samym Rommlem (w tej roli fenomenalny Erich von Stroheim) na czele.
Billy Wilder w charakterystyczny dla siebie sposób łączy w „Pięciu grobach do Kairu” poważny temat ze zwariowanym humorem, wygrywającym niekiedy rozmaite narodowe stereotypy. Co ciekawe, nieco zapomniane dzieło z lat 40. jest jednym z ulubionych filmów wszech-czasów Quentina Tarantino. Wybór ten nie dziwi, ponieważ Wilder – ze swoją lekkością i ironicznym podejściem do konwencji – w istocie wydaje się zapowiadać kino postmodernistyczne. „Pięciu grobom” najbliżej jednak do Kina Nowej Przygody – wydaje się, że Steven Spielberg kręcąc cykl o Indianie Jonesie mógł być zainspirowany filmem o perypetiach brytyjskiego żołnierza.