Jest pan fetyszystą jak wszyscy. To całkiem naturalne – mówi inspektor policji do nieco zagubionego mężczyzny, chowającego w kieszeni prochowca zakrwawiony damski pantofelek. To Walter Raim – wystylizowany na bohatera kina noir tajny detektyw, agent służb, a może mafijny człowiek do wynajęcia, który na początku filmu dostaje pozornie proste zlecenie. Jednak sprawy komplikują się, gdy na jego drodze staje tajemnicza kobieta Marie-Ange Van de Reeves. To jedna z kilku postaci-klisz noszących znaczące nazwisko (obok Sary Zeitgeist pędzącej na lśniącym motorze przez noc czy demonicznego doktora Morgentodta), których pojawienie się sprawia, że wyjściowo spójna konwencja „czarnego filmu” stylowo rozpada się pod naporem wątków gotyckich, wampirycznych, sadomasochistycznych i surrealistycznych. Wielokrotnie cytowany i dekonstruowany w filmie Alaina Robbe-Grilleta obraz René Magritte’a, z obecnymi na nim motywami malarskiego płótna i teatralnej kurtyny, sygnalizuje, że mamy tutaj do czynienia z grą w kino, polegającą na inscenizowaniu fantazji, eksponowaniu sztuczności i żonglowaniu konwencjami.
[Paulina Kwiatkowska]