Większość niemieckich materiałów filmowych nakręconych podczas drugiej wojny światowej to efekt pracy realizujących kroniki filmowe (Wochenschau) wojskowych Kompanii Propagandowych. Jak dobitnie udowadnia znakomity montażowy film Veronique Lhorme, obrazy, które uznajemy dziś za obiektywną rejestrację wojennej rzeczywistości, w istocie powstały ku pokrzepieniu niemieckich serc i są zazwyczaj efektem inscenizacji.
Film francuskiej reżyserki śledzi wojenne losy operatorów, których zdjęcia do dziś tworzą kanon obrazów wojny – od chwiejnego lotu bomb spadających na Polskę w 1939 roku po ostatnie ujęcia Hitlera, drżącą ręką dekorującego na dziedzińcu Kancelarii Rzeszy nastolatków z Hitlerjugend. Dwóch reporterów to amatorzy, dopiero na froncie odkryci przez Ministerstwo Propagandy, kolejny był profesjonalnym fotografem i operatorem, współpracującym przed wojną m. in. z Leni Riefenstahl.
Dekonstrukcja najbardziej znanych ujęć ukazujących niemieckie działania wojenne pozwala prześledzić ewolucję kierunków hitlerowskiej propagandy w różnych fazach wojny. Choć akcenty bywały rozłożone rozmaicie, przeznaczony dla mas propagandowy obraz wojny najczęściej bliższy był przygodowym powieściom Karola Maya niż frontowej rzeczywistości. Jak podkreślają twórcy filmu, relacja Wochenschau, która cieszyła się w III Rzeszy największą popularnością, pokazywała żołnierzy Afrika Korps smażących jajka na rozgrzanym saharyjskim słońcem pancerzu czołgu.