Niektóre zespoły od razu zyskują sławę, inne latami pracują na swoją pozycję. Założony przez Jarvisa Cockera i Petera Daltona Pulp przez pierwsze 12 lat swojego istnienia znany był tylko nielicznej grupce fanów, by ku zaskoczeniu wszystkich nagle okazać się jedną z najpopularniejszych brytyjskich formacji lat 90.
Kiedy w 2012 roku muzycy wrócili do rodzinnego Sheffield, by dać swój ostatni koncert w Wielkiej Brytanii, nowozelandzki reżyser Florian Habicht postanowił im towarzyszyć. W „Pulp: film o życiu, śmierci i supermarketach” Habicht śledzi przygotowania do występu, rozmawia z fanami zespołu, od poruszającej się o kulach starszej pani po pielęgniarkę z Atlanty, i samymi muzykami, którzy dzielą się zaskakującymi przemyśleniami na temat sławy, życia jak zwykli ludzie i... zmieniania opon. Tak odległy od tradycyjnych filmów koncertowych, jak to tylko możliwe, „Pulp: film o życiu, śmierci i supermarketach” opowiada nie tyle o legendarnym zespole, ile o niepozornym mieście, które go uformowało. Film dla miłośników dobrej muzyki i wszystkich tych, którzy po prostu chcą się dowiedzieć, dlaczego lepiej zostać napadniętym w Sheffield, a nie w Londynie.