Show „Niech żyje Maastricht!” to radosny hołd dla rodzinnego miasta Maestra, w którym wszystko się zaczęło. Wiele lat temu André Rieu i jego Orkiestra Johanna Straussa po raz pierwszy wystąpili na Vrijthof. Średniowieczny plac zamienił się wtedy w lśniącą salę balową na świeżym powietrzu. Publiczność wysłuchała pierwszego tego typu koncertu, a wszystko pod letnim niebem, usianym migoczącymi gwiazdami. Sukces był niebywały, tym bardziej że całość była retransmitowana do kin. Teraz walc „Nad pięknym modrym Dunajem” i „Marsz Radetzky’ego” zabrzmią dla publiczności na całym świecie po raz dwudziesty.
Król Walca? André Rieu to król rock’n’rolla?
Złote skrzypce z 1667 roku czy rockandrollowe „Tutti Frutti” Little Richarda? A dlaczego nie jedno i drugie?! Dla André Rieu nie ma muzycznych granic. Maestro od lat powtarza, że nie wierzy w podział na muzykę poważną i rozrywkową. Dobra melodia to po prostu taka, która trafia prosto w serce i porywa do tańca. Kiedy Orkiestra Johanna Straussa uderza w pierwsze nuty gitarowego hitu, klasyczny koncert zamienia się w rockową prywatkę.
Przy tych dźwiękach nie da się stać obojętnie! Nawet Maestro nie może usiedzieć w miejscu! Z uśmiechem na twarzy płynie po scenie tanecznym krokiem, a jego niesamowita energia błyskawicznie udziela się widowni.
W ułamku sekundy serce Maastricht zaczyna pulsować w rytmie lat 50. Pary ruszają w tan. Ktoś tańczy twista. Ktoś udaje, że gra na gitarze. Tłum szaleje. To jest właśnie ta słynna, absolutnie niepodrabialna wolność koncertów Króla Walca. Można się wzrus