Pełnometrażowy debiut Reygadasa wyrasta z tradycji europejskiego kina artystycznego. Jednak forma tego filmu jest dużo bardziej surowa niż w przypadku dzieł Tarkowskiego czy Bressona. Meksykański reżyser potęguje napięcie: poprzez zaplanowaną niedoskonałość, kontrast długich panoram i ujęć z ręki czy odpowiednio dozowaną dosłowność w obrazach śmierci i seksualności. W ten sposób ożywia podziwianą przez siebie estetykę i nadaje jej nowy ton, wskazujący na radykalizm poszukiwań. Podobnie jest z wykorzystaniem symboliki religijnej: duchowość u Reygadasa daleka jest od pewności i celebracji, sytuuje się na granicy bluźnierstwa.
Opracowanie: Krzysztof Świrek