Szarobure wnętrze, krzesła z oparciem z metalowych rurek, plastikowe widelce. W środku ruch, prawie każdy stolik zajęty. Obsługa uśmiechnięta. Tak było w Kaskadzie jeszcze kilka lat temu - opowiada Dariusz Gackowski, autor dokumentu o barze, który dziś wielu bydgoszczan wspomina z łezką w oku.
Gackowski złapał za kamerę w 2007 roku, gdy poszła fama o likwidacji Kaskady. - Mijałem ją dzień w dzień. Wcześniej stołowałem się tam jako kawaler. Jedzenie niedrogie, zawsze smaczne i świeże. Tak to pamiętam. I żal się zrobiło, że tego już nie będzie - tłumaczy.