W tej skromnej, nakręconej lustrzanką produkcji pewna Francuzka przygotowuje się do wystawienia w Nowym Jorku sztuki o rozpadzie swojego związku. W egotyczne rozdrapywanie starych ran angażuje byłego chłopaka, którego namawia do spotkania z aktorką odtwarzającą jej rolę. Jednocześnie sama wplątuje się w romans z aktorem wcielającym się w jej byłego chłopaka. W końcu wszystkie cztery osoby - para aktorów i para "rzeczywistych" bohaterów - wchodzą w toksyczne relacje. Reżyser na pewien czas przydziela każdej postaci rolę narratora, dzięki czemu możemy poznać historię z kilku perspektyw, wgłębić się w subiektywne emocje bohaterów. Film wyróżnia się naturalnymi dialogami i intymnie oświetlonymi zbliżeniami, co jest już specjalnością Silvera. Początkowo opowieść uciekająca od jednej postaci do drugiej może wydawać się chaotyczna. Ale jest to chaos kontrolowany, bo całość w końcu elegancko się zamyka. W efekcie Mistyfikator staje się dowcipną wariacją na temat utartego twierdzenia, że sztuka przenika życie, a życie sztukę.
[Malwina Grochowska]