Pomiędzy bezpośrednią, etnograficzną obserwacją a oniryczną, poddaną manipulacji formą. Diego Acosta pokazuje pracę chilijskich pasterzy niczym reżyser Nanuka z Północy Robert J. Flaherty, jednocześnie eksponując materialny charakter filmowego medium: zadrapania i zagniecenia taśmy, wysoki kontrast czerni i bieli, przyspieszenia i spowolnienia ruchu, niekompatybilność dźwięku i obrazu. Tworzy metafilmową refleksję o czasie i pamięci, w której poszczególne sceny i codzienne zajęcia zyskują ponadhistoryczny, niemal metafizyczny charakter. Interesuje mnie kino jako forma sztuki, środek wyrazu, wynalazek technologiczny, jako forma wiedzy. Dlatego chciałem dowiedzieć się więcej o początkach kina – mówi Acosta, jednocześnie podkreślając też swój wiejski rodowód. Miałem szczęście wychowywać się na wsi. Teraz staram się przekazać to, co widziałem, słyszałem i wyobrażałem sobie w tym czasie. Zabiera nas więc w Kordyliery, byśmy u boku Don Cucho przeżyli podobną przygodę.
[Agnieszka Szeffel]