Z kinem kopanym jak z baletem – ciało jest w nim zarówno przedmiotem, jak i podmiotem sztuki. Bohaterowie dyptyku „Raid” Garetha Evansa robią z nim tak finezyjne rzeczy i wyrządzają bliźnim krzywdę w tak poetycki sposób, że tancerze teatru Bolszoj mogą powoli zawijać kramik. w pierwszej części mieliśmy wieżowiec na przedmieściach Dżakarty i ekipę dziarskich antyterrorystów osaczonych przez chmary mafiozów z maczetami. Teraz – w zgodzie z hollywoodzkim prawem kontynuacji – dostajemy mafijną wojnę na pełną skalę. Jedno się nie zmieniło: to wciąż krwawa, bezkompromisowa jazda na najwyższych obrotach. Czy wspominałem, że jedną z bohaterek jest głuchoniema dziewczyna w kusej sukience, ciemnych okularach i dwoma młotkami w torebce?