Osiem kamer, a mimo to towarzyszy nam poczucie bezruchu. Spokój zamiast nerwowego przełączania pomiędzy obrazami. W chwili gdy Ryuichi Sakamoto wkracza do sali, zasiada przy fortepianie i kładzie dłonie na klawiaturze, nowojorska scena zamienia się w część kompozycji z ostatniego albumu kompozytora async. Film Schible'a to jego premierowe wykonanie. Zostajemy uwrażliwieni na szmery, wpatrujemy się w purpurową zamieć, kłębiaste chmury czy kręgi na wodzie pojawiające się na zawieszonym nad głową pianisty ekranie. W trakcie koncertu muzyk sięga po nietypowe instrumenty, uderzając w struny fortepianu pałeczkami do ryżu, muskając młotkiem niemal niewidoczne nici czy samplując dźwięki fortepianu rozstrojonego przez tsunami. async był dojrzałym powrotem mistrza, a koncert - zarówno przypieczętowaniem zwycięstwa nad chorobą, jak i zadumą nad przemijaniem w świecie dźwięków i zgiełku. Film o tamtym wieczorze jest jak minimalistyczna ceremonia, podczas której słuchacz wsiąka w …odgłosy, jak też melodie… przemijającego świata. Przecież kolejna okazja [do ich wybrzmienia] mogła się nie nadarzyć.
Maciej Stasiowski