Dwie równoległe, epizodyczne historie rozgrywające się w rybackiej wiosce. Starszy mężczyzna zapada się w sobie po śmierci żony. Dorastający chłopak próbuje związać koniec z końcem, spieniężając wszystko, co tylko wpadnie mu w ręce. Nigdy się nie spotykają, choć zamieszkują tę samą, zapomnianą przez resztę świata przestrzeń, zainfekowaną przez tajemniczą zarazę. W sklepie można tu kupić rybę, której łuski podpowiadają, jakie liczby obstawić na loterii – na szczęśliwy przypadek nie ma co liczyć, nawet w paczkach z pomocą charytatywną trafić można jedynie na zepsuty telefon i buty bez pary. Łatwiej sprzedać koleżankę do burdelu niż umówić się z nią do kina – choć burdel to być może jedyne miejsce, w którym dostajesz dokładnie to, czego potrzebujesz. Statyczna kamera, długie ujęcia, minimalna ilość dialogu składają się na hipnotyczną i niezwykle poetycką całość. Ascetyczny styl i niespieszne tempo wydobywają z prozaicznych czynności ich surrealistyczny wymiar. Melancholia splata się z absurdalnym humorem, czarujące obrazy podszyte są goryczą. Nic się nie dzieje, a jednak każda scena zawiera element zaskoczenia. Bo skąd w przybrzeżnym lesie wziął się słoń?
(Jagoda Murczyńska)