Młoda Teresa kocha Jezusa Chrystusa w sposób żarliwy, ale też zalotny, jak starszego chłopaka z sąsiedztwa. Sugestywnie grana przez Catherine Mouchet, wielbi go pełnią swojej roziskrzonej dziewczęcości. Uczucie to cechuje przy tym surowa, dojrzała powaga, która nakazuje bohaterce dołączyć do zakonu karmelitanek i spędzić w nim resztę życia. Ekranowa historia została oparta na losach XIX-wiecznej francuskiej świętej, Teresy z Lisieux. Czy oglądamy hagiografię, czy może dekonstrukcję hagiografii, w której wiara nabiera delikatnego odcienia perwersji? Film Alaina Cavaliera jest fascynująco niejednoznaczny. Jego ambiwalencja zarysowuje się już na poziomie stylu – ascetycznego, ale i zmysłowego, opartego na nieruchomych kadrach, które wyczyszczono ze zbędnych elementów i kunsztownie zakomponowano. Całość przypomina owoc niemożliwej współpracy między Robertem Bressonem a Peterem Greenawayem.
[Piotr Mirski]