Przystawka może być o wiele bardziej ekscytująca niż danie główne. Wystarczy umiejętnie wyważyć smak, fantazję i wyrafinowanie. W „Trzech obliczach strachu” – filmie złożonym z trzech nowel – Mario Bava serwuje nam trzy małe, lecz porywające „uwertury”, które doskonale pokazują, jak mistrzowsko potrafił orkiestrować strach.
Jest rok 1963, a Bava ma już za sobą znaczące doświadczenia w produkcji filmowej: jest operatorem kamery, scenarzystą, dyrektorem fotografii, twórcą efektów specjalnych i reżyserem. Jego artystyczna zręczność sprawia, że na przełomie lat 50. i 60. z niezwykłą swobodą przechodzi od gotyckiego horroru do fantastycznego kina peplum, od przygodowych produkcji historycznych aż po swój pierwszy wielki, hitchcockowski popis: Dziewczynę, która wiedziała za dużo. Jesteśmy o krok od filmu, który miał stać się prawdziwym prekursorem gatunku giallo, czyli Sześć kobiet dla zabójcy z 1964 roku. Jednak już rok wcześniej Bava daje nam znakomity przykład swojego kunsztu w krótszej formie. Te trzy opowieści – Telefon, Wurdalak i Kropla wody – to prawdziwe przyjemności do smakowania: między pięknymi kobietami, brawurową scenografią i halucynacyjnymi efektami dźwiękowymi znajdziecie echa najróżniejszych elementów z tej barwnej i pełnej smaku mieszanki, jaką był świat Maria Bavy. Smacznego!