Reżyserka filmu Chris Simion-Mercurian w przejmujący sposób opowiada o swoim dziele Which one of us. Czytając opis wstrzymałam oddech, pozwolę sobie przywołać tylko część opisu, aby zaprosić Państwa na ten wyjątkowy film!
Życie moje podzielone zostało na dwie części. Przed rakiem i po raku. Lepiej powiedzieć przed darem i po darze. Bo dla mnie rak był boskim prezentem, nowym życiem. Można go postrzegać jako nieszczęście, albo jako cud, bo wszystko w życiu jest kwestią perspektywy, zgodnie z osobistymi wyborami lub osobistymi perspektywami. Tak więc, nie postrzegałam tego doświadczenia jako przestępcy, próbującego odebrać mi życie. Nie pozwoliłam sobie myśleć o tym w ten sposób. Wolałam patrzeć w kierunku światła, który okazał się błogosławieństwem. Gdyby ktoś chciał mi zaoferować moje dawne życie, przed chorobą, powiedziałbym “nie, dziękuję”. Przeżyłam 4 lata, jak inni 40. Tak, nie mam piersi, ale jestem kobietą, jestem seksowna. Blizny są wszędzie, ale dzięki nim jestem wyjątkowa i szczęśliwa, żyję i to jak! Efekty uboczne już mnie nie przerażają, są częścią moich codziennych wyzwań.
Moje motto w nowym życiu: Przestań próbować uszczęśliwiać wszystkich. Nie jesteś tequilą. Ciesz się każdą sekundą swojego życia, ciesz się swoim życiem, a nie cudzym… jak mawiała Frida Kahlo, kiedy była w złym stanie: “Po co mi nogi, skoro mam skrzydła do latania?”.
Diagnoza pomogła mi przypomnieć sobie, co jest niezbędne w życiu. Otrzymałam tę chorobę jako dar, a nie jako smutek i nigdy nie przestałam czuć, że Bóg jest ze mną.
[Chris Simion-Mercurian]