Film to fantazja w głębokiej czerwieni, zupełnie jak u Argento: trochę film drogi, trochę melodramat, trochę opowieść o kobiecie ze złotym krzyżykiem na szyi, Emeryce, która bardzo stara się być idealną żoną i matką. Ale co z tego, skoro wystarczy jedno spotkanie w zatłoczonym supermarkecie, jedno spojrzenie na zupełnie nieznaną osobę (Lena Lauzemis), żeby idealnie nałożona szminka zupełnie się rozmazała. Tańcząc do muzyki Baascha, Czekaj z zapałem bierze się do „bezczeszczenia” wszystkiego, co święte – Boga, honoru i ojczyzny, a może właśnie matczyzny – sprawiając, że to one muszą nagle dopasować się do jego hipnotycznego, domagającego się wolności i równości świata. A w tle niezapomniana Kora znowu nerwowo pyta: Who’s that lipstick on the glass? Who’s that lipstick?!
[Marta Bałaga]